o szóstej rano

Jest 6:40. Nie pracuję i nie mam jeszcze zajęć, nie jadę do lekarza na nfz, nigdzie się nie spieszę a za sobą mam ciepłe łóżko z polarkowym kocykiem. Jestem senna, jestem niewyspana, jest mi smutno i źle o szóstej rano.

Nie cierpię na bezsenność, nie jestem uzależniona od Internetu i jakiś gier, nie spotykam się z nikim za chwilę.

Mimo to piszę tutaj.
A nie jestem na tyle ambitna aby wstawać tak rano, żeby wrzucić notkę na bloga.

Jednak przychodzi taki specyficzny czas dla każdego studenta polonistyki na UWr. Czasami trwa on tydzień, czasami miesiąc, czasami pojawia się w nieoczekiwanym momencie.

I nie jest to jakaś wyprzedaż grubych swetrów czy cylindrowych okularów. Nie jest to konkurs o najpiękniej zapleciony warkocz. I nie, nie będę czekała w kolejce do dziekanatu.

Tak, tak dokładnie.  Zapisy na zajęcia przez USOS.

Po drodze przypomniał mi się wiersz Szymborskiej. Pewnie też ją budziła myśl o usosie.

Czwarta nad ranem

Godzina z nocy na dzień.
Godzina z boku na bok.
Godzina dla trzydziestoletnich.

Godzina uprzątnięta pod kogutów pianie.
Godzina, kiedy ziemia zapiera nas.
Godzina, kiedy wieje od wygasłych gwiazd.
Godzina a-czy-po-nas-nic-nie-pozostanie.

Godzina pusta.
Głucha, czcza.
Dno wszystkich innych godzin.

Nikomu nie jest dobrze o czwartej nad ranem.
Jeśli mrówkom jest dobrze o czwartej nad ranem
– pogratulujmy mrówkom. I niech przyjdzie piąta,
o ile mamy dalej żyć.

(źródło – http://www.poezjaa.info/index.php?p=2&a=20&u=375)

Reklamy

New in: Masłowska, Rowling, Hłasko, Brodski

Założę się, że każdy z Was choć raz w życiu wszedł na „szafiarskiego” bloga. Otóż ja, przyznam się bez bicia, mam nawet swoje ulubione! Zauważyłam, że często szafiarki tytułują swoje posty „New in” i później wymieniają co nowego kupiły sobie w danym miesiącu. Wszystkie rzeczy są dodatkowo sfotografowane i opisane, ubrania nierzadko prezentowane są na blogerce (patrz: outfit).

Postanowiłam bezczelnie zgapić ten pomysł i zaprezentować Wam mój książkowy „new in” i „outfit” niedługo może nawet „must have” :D

Po tym nudnym wstępie, przejdę do rzeczy.

Mój „new in” obejmuje okres sierpień-wrzesień.

W sierpniu udałam się z moim BF na wakacje, które musiałam (musiałam), przerwać po 2 dniach. Na pocieszenie wybrałam się do księgarni, aby kupić sobie coś do czytania na drogę. Mój wybór padł na dwie pozycje:

1. Harry Potter Insygnia Śmierci
2. Kochanie, zabiłam nasze koty.

Pierwszą z nich wybrałam z powodu depresji powakacyjnej. Bo co jak co, ale na depresję najlepszy jest Harry Potter lub śliniące się szczeniaki. A Masłowska to był mój „must have”, bo wstyd się przyznać, ale jeszcze nie przeczytałam żadnej z książek jej autorstwa. Potter umilił mi ośmiogodzinną podróż pociągiem, a morderczyni kotów jakiś wyjazd do Wrocławia.

We wrześniu udałam się na uczelnię, aby potowarzyszyć mojej BFF w walce z dziekanatem. Akurat pan Stasiu (a.k.a. Kukur) rozstawił się z książkami, których ceny wahają się od złotówki do maksymalnie dwudziestu złotych. I tak, po przeliczeniu drobnych, postanowiłam kupić kolejne dwie książki

1. Sowa, córka piekarza, za niewygórowaną cenę czterech złotych
2. 82 wiersze i poematy (6zł)

I tak za dychę miałam dwie książki, oczywiście używane, ale w zadowalającym stanie.

Przejdę teraz do zdjęciowej prezentacji moich zakupów.

Po pierwsze: same zakupy

blog potter blog2 DSCF1547 DSCF1548 DSCF1549

Teraz przejdę do zaprezentowania moim wiernym czytelnikom outfitów książkowych.

Zacznijmy od początku, Harry Potter zawsze i wszędzie na smutki i sen. Dobrze pasuje do każdego wieczoru, byle spędzonym w łóżku i przy lampce nocnej.

pottwe

Zestaw: Harry Potter
Ciepła pościel – Iysk,
piżamka – no name
lampka nocna – Tesco
okulary – no name

Set nr 2 prezentuje jak czytać książkę Masłowskiej – „Kochanie, zabiłam nasze koty”

jaga

Zestaw „Zabiłam koty” 
Dres – no name
Kocyk – no name
Pies – Jaga – posokowiec
opcjonalnie: szczeniaki 

Zestaw nr 3 to taki every day outfit. Nic specjalnego, na każdą okazję, o każdej porze dnia. Jedyny minus jest taki, że zbyt długie czytanie Marka Hłaski może spowodować stan „świat jest obrzydliwy, nie chce mi się żyć”

hłasko pota

Zestaw „Every Day Hłasko”
Koszula w kratę- SH, niezbędnik każdej polonistki

Po tym skromnym zestawie czas na bardziej skomplikowany pt. „Jest mi smutno i źle, to poczytam wiersze, aby było jeszcze gorzej”

brodski

Zestaw: „Jest mi smutno i źle, to poczytam wiersze, aby było jeszcze gorzej”
Bujany fotel
Pled, opcjonalnie koc, najlepiej patchworkowy
Warkocz – niezbędnik polonistki
Najgrubszy sweter świata – sweter Mamy
Kot – Karmel

Karmel niechętnie pozował do zdjęć, bonusowo pokażę Wam minę classic- foch-Karmel

karm foch

I to by było na tyle, mam nadzieję, że nowa kategoria Wam się spodoba.

Pani Daria i jej język

Jak cię piszą tak cię mówią. Czy jakoś tak, czy jakoś na odwrót, ale niech tak pozostanie na potrzeby notki.

Pomyślałam o wstawieniu tutaj stałej rubryki o osobach z mojego otoczenia, które w jakiś bardziej lub mniej twórczy sposób posługują się językiem (If you know what I mean). Piszą teksty artystyczne, użytkowe, w sposób, który zwrócił moją uwagę.

Zatem niech pierwszą osobą będzie ta, która zainspirowała mnie do stworzenia tej nowej kategorii na moim blogu – Pani Daria. Darię poznałam na studiach i to ona pokazała mi, że w Pijalni na rynku jest piwo za cztery złote.  Luźno podchodzi do życia i języka, a jej posty na fb biją rekordy popularności. (jednak tylko wśród znajomych, gdyż jeszcze nie otworzyła się na blogosferę. Co mam nadzieję, zrobi jak najszybciej) Co tu więcej pisać, przeczytajcie sami!

Daria jest mistrzem krótkich wypowiedzi, które zdecydowanie dają do myślenia

 „Przy mnie gwiazdy to chuj”  (kultura ma być!)

 Komentuje społeczne wydarzenia

„Z cyklu „Co też ludzie nie wymyślo”

Jakiś czas temu miała miejsce kampania społeczna, która miała skłonić nieczytających do zgłębiania literatury… i chyba filolożek do seksu.

Jak podawała – za twórcami projektu – na swojej stronie Rzepa: „Bo przecież nie ma nic bardziej pociągającego niż fajna osoba z dobrą książką, w odpowiednio dobranej pościeli.”

Tak, ja również uważam, że FAJNE (a nawet NAJFAJNIEJSZE) jest deklamowanie takiej Roty czy ociekającej erotyzmem mickiewiczowskiej Inwokacji podczas czy zaraz po pościelowych zabawach. (! Już chyba wiem, co szanowna prof. Jonca miała na myśli mówiąc, że każda z polonistek powinna mieć zebraną w domu całą twórczość Mickiewicza !)
Ale na litość! Trzeba przecież umieć odróżnić przyjemności od obowiązków. Tu za to pierwsze – zgodnie z kierunkiem studiów i sąmnieniem – uważam oczywiście czytanie książek.
Może gdzieś w równoległym świecie lub nawet na Zachodzie takie metody są stosowane, ale żeby tak tu? U nas?
Eeeee, nie przystoi szlachcie!
Zresztą ja tam nie wiem, ja tylko o tych rzeczach słyszałam i czytałam w internetach. Czy coś.”

 Wypowiada się na tematy, które dotyczą w szczególności mieszkańców Wrocławia.

„Wrocław jaki jest – każdy widzi, miasto piękne (oprócz kilku zasyfiałych, śmierdzących kamienic i bloków), stolica Dolnego Śląska, ba! Europejska Stolica Kultury! Na takie wyróżnienie trzeba sobie zasłużyć, przecież wygraliśmy z innymi europejskimi miastami, nie ma żartów.

Wpływ na zwycięstwo miały oczywiście piękne miejsca, wiele ciekawych wydarzeń kulturalnych i sportowych, ale przede wszystkimi LUDZIE, mieszkańcy chodzący po ulicach, jeżdżący tramwajami. Tak się zdarzyło, że miałam okazję spotkać takich kulturalnych pasażerów: „Hm, dziwne, że głowa mnie nie swędzi. Dwa tygodnie się już nie kąpałem”.
Wiwat, Wrocław, wiwat!”

 „książka, jak widać, jest, ale jej nie ma”; wrocławskie biblioteki prawie tak samo sprawne jak komunikacja miejska.

Dzieli się z innymi swoimi emocjami

” szczęśliwy dzień jest wtedy, gdy znajdujesz w chińskiej zupce trzy torebki przypraw. true story.”

 

„gardzę tylko jednym rodzajem ludzi. 

mianowicie tym, którzy nie rozumieją żartów o śledziach.
dziękuję, dobranoc.”

 

Myślę, że tyle wystarczy. Nie będę Was zamęczać jakąś analizą językową (?!), bo jak Pani Daria posługuje się językiem każdy widzi (sic)

Na koniec możecie na nią popatrzeć, bo zauważyłam, że notki ze zdjęciami są o wiele ciekawsze.

Pani Daria

poniosło mnie z tymi studiami

„obroniłam” licencjat, „obroniłam egzamin licencjacki”, co za idiotyczne stwierdzenie.

Uwaga, uwaga, jestem licencjuszką! (word podkreśliłby ten wyraz). Ale to przecież mój tytuł naukowy! Tak mam napisane w indeksie!

Świat stoi przede mną otworem! Będę przyszłością narodu! (mimo nieukończenia studiów z zakresu konstrukcji bomb atomowych)

Przejdźmy do sedna.

Otóż, w pewnym czasopiśmie przeczytałam, że należę do pokolenia bumerangu (urodziłam się między 1980 a 2000r.). Co to znaczy? A to właśnie, że studiuję jakiś bezwartościowy kierunek, nie wiem czego chcę w życiu i wrócę (w tym miejscu dowiadujemy się, czym jest pokolenie bumerangu) do domu, w którym moi rodzice, będą opłacać moje dorosłe życie, spędzone na harcach i swawolach.

Tylko z programowania są pieniądze!

Zrób kurs spawacza, jak chcesz mieć z czego żyć!

Zapomnij o tym z czego jesteś dobry, to nieważne!

Studia humanistyczne to fikcja, fatamorgana i nawet na ziemniaki nie zarobisz!

Nie mówiąc już o alkoholu, który ukoiłby Twoje stargane nerwy, gdy po raz pięćdziesiąty w tym dniu, usłyszysz „w każdym bądź razie”, „włonczyłem to”, „wziełem to”.

Wypijmy za to, na co nie mamy wpływu!

Bo tylko, powtarzam, tylko programowanie się liczy!

Co, chcesz być „antropologiem kultury”? A co to w ogóle znaczy?

Edytor? To taki program do obróbki tekstu?

Logopeda? Nie znam takiego słowa, ale niejednokrotnie ktoś mi nim groził.

Krytyk literacki? A po co, skoro i tak nie jest to mi potrzebne. Nie służy to przecież technice. Dobrą krytyką literacką nie wyczyszczę mojego nowego laptopa i nie naprawię zmywarki.

O jezu, kolejny dziennikarz, chyba nie myślisz, że polonistyka sprawi, że będziesz dziennikarzem. Przecież Monika Olejnik skończyła zootechnikę! Po byle jakim kierunku, możesz zostać dziennikarzem za 6,5 (brutto!) za godzinę.

Kolejny nauczyciel? Przecież:

a) nie dostaniesz pracy, z której będą takie pieniądze jak z programowania

b) nie zarobisz tyle, żeby mieć na spokojną emeryturę pod palmami

c) będziesz obijał się na wakacje, ty wstrętny obiboku jeden i to za pieniądze państwa!

Ooo, chcesz być tłumaczem języka migowego? Dobrze, ale tylko na ¼ etatu, pozostały czas wykorzystaj na naukę Ce plus plusa.

Etcetera etcetera, może jeszcze powinnam wspomnieć coś o pisarzach.

Pamiętaj, tylko technika ma wartość, tylko to wpływa na jakość naszego życia. Chcesz mieć godną emeryturę za X lat? Chcesz, aby Twoje dzieci uczyły się w prywatnych szkołach?

Wiesz co robić.

Obrazek